Sep 26, 2026
Anonimowe zgłoszenie mobbingu w pracy — jak to zrobić i jak reaguje pracodawca

Mobbing, nękanie i dyskryminacja to najczęstsze powody, dla których pracownicy w Polsce szukają kanału zgłoszeń. Niestety wstyd i obawa przed rozpoznaniem powodują, że albo milczą, albo piszą zwykłego maila — który nie chroni ich prawnie ani faktycznie. Anonimowe zgłoszenie mobbingu w pracy wymaga czegoś więcej niż odwagi: wymaga kanału, który nie zostawia śladów technicznych, oraz procedury, która zmusi pracodawcę do konkretnej odpowiedzi w konkretnym terminie. Ten poradnik pokazuje, jak naprawdę anonimowo zgłosić mobbing, jakie obowiązki ma pracodawca po otrzymaniu zgłoszenia i co robić, gdy milczy albo gdy po zgłoszeniu zaczynają się działania odwetowe.
Spis treści
- Najważniejsze wnioski
- Czy zgłoszenie mobbingu musi być anonimowe, żeby było skuteczne
- Co dokładnie opisać w zgłoszeniu, żeby pracodawca musiał zareagować
- Jak wybrać kanał zgłoszeń, który nie zdradzi tożsamości pracownika
- Jak chroniona jest osoba zgłaszająca — zakaz działań odwetowych w praktyce
- Co zrobić, gdy pracodawca nie reaguje — drugie kroki dla zgłaszającego
- Najczęstsze błędy, które psują zgłoszenie mobbingu od pierwszego dnia
- Jak wybrać rozwiązanie, które faktycznie utrzyma anonimowość i procedurę w jednym ręku
- Często zadawane pytania
- Źródła
Najważniejsze wnioski
- Skuteczne zgłoszenie mobbingu nie musi być anonimowe, ale musi być udokumentowane i złożone przez kanał, który nie zdradza tożsamości — zwykły e-mail nie spełnia tych warunków jednocześnie.
- Anonimowość techniczna oznacza brak logowania adresu IP, brak plików cookie i brak wymogu logowania — same deklaracje „poufnie" na stronie formularza nie wystarczą.
- Pracodawca ma ustawowy obowiązek potwierdzić przyjęcie zgłoszenia w ciągu 7 dni i załatwić sprawę w ciągu 3 miesięcy; brak odpowiedzi jest sam w sobie naruszeniem.
- Zakaz działań odwetowych obejmuje nie tylko zwolnienie, lecz także przydzielanie gorszych zadań, pomijanie w awansach, izolację i nieformalne „rozmowy ostrzegawcze" — wszystkie one są dokumentowalne.
- Jeśli pracodawca nie reaguje, kolejnym krokiem jest Rzecznik Praw Obywatelskich, Państwowa Inspekcja Pracy i dopiero potem sąd — odwrócona kolejność zwykle kończy się przedawnieniem dowodów.
Czy zgłoszenie mobbingu musi być anonimowe, żeby było skuteczne
Nie musi, ale anonimowość znacząco zwiększa szanse, że zgłoszenie w ogóle zostanie złożone. Polskie przepisy — w tym Kodeks pracy i ustawa z dnia 14 czerwca 2024 r. o ochronie sygnalistów (implementująca dyrektywę UE 2019/1937) — chronią zarówno zgłoszenia imienne, jak i anonimowe, ale to anonimowe zgłoszenie mobbingu w pracy najczęściej decyduje, czy pracownik w ogóle się odezwie. Mobbing rozwija się w relacjach zależności, a tam, gdzie istnieje zależność, imię zgłaszającego jest zwykle pierwszą rzeczą, którą pracodawca „sprawdza" przed podjęciem jakichkolwiek działań.
Skuteczność zgłoszenia mierzy się trzema rzeczami: czy dociera do osoby, która ma obowiązek je obsłużyć; czy tworzy ślad dowodowy, który przetrwa rotację kadr; czy chroni zgłaszającego przed natychmiastowym działaniem odwetowym. Zgłoszenie imienne podpisane imieniem i nazwiskiem nie spełnia żadnego z tych warunków — tożsamość zostaje ujawniona od razu, a dowód można zniszczyć jednym kliknięciem. Zgłoszenie imienne złożone kanałem, który nie chroni metadanych, też nie spełnia — wystarczy sam adres IP w logach, żeby zawęzić krąg podejrzanych do jednego piętra biura.
Dlatego właśnie skuteczność oznacza konkretny zestaw cech technicznych i proceduralnych. Kanał nie może logować adresów IP ani zapisywać plików cookie — w przeciwnym razie administrator IT odczyta lokalizację zgłoszenia. Kanał musi dawać możliwość dalszej komunikacji bez ujawniania tożsamości, bo pracodawca ma obowiązek zadawać pytania uzupełniające, a sygnalista musi mieć gdzie odpowiedzieć. I wreszcie: kanał musi tworzyć niezmienny zapis z datą i godziną, bo termin na potwierdzenie i termin na załatwienie sprawy liczą się od momentu wpłynięcia zgłoszenia, nie od momentu, gdy ktoś je przeczyta.
Kiedy anonimowość szkodzi zamiast pomagać
Anonimowość obniża skuteczność tylko w jednym przypadku: gdy zgłoszenie opiera się wyłącznie na ogólnikowych zarzutach bez faktów. „W moim zespole jest mobbing" bez dat, nazwisk świadków i opisu konkretnych zachowań zostanie odłożone na półkę, bo nie da się go zweryfikować ani obronić przed zarzutem zemsty. Anonimowość wymaga więc lepszego przygotowania merytorycznego niż zgłoszenie imienne — i to jest paradoks, który trzeba zrozumieć, zanim wybierze się kanał.
Co dokładnie opisać w zgłoszeniu, żeby pracodawca musiał zareagować
Zacznij od konkretu, nie od emocji. Pierwsze zdanie powinno zawierać datę lub przedział czasowy, miejsce i osobę lub osoby stosujące mobbing — albo przynajmniej ich funkcję, jeśli nazwiska są trudne do podania. „Od marca 2025 r. mój bezpośredni przełożony Krzysztof N. podczas cotygodniowych spotkań zespołu publicznie krytykuje moją pracę bez odniesienia do faktów, co inni członkowie zespołu potwierdzili w rozmowach nieformalnych" — taki opis uruchamia obowiązek reakcji, bo jest weryfikowalny. „Czuję się mobbingowany" — nie uruchamia, bo jest interpretacją, a nie zdarzeniem.
Opis musi mieć strukturę chronologiczną. Każde zdarzenie opisane osobno z datą, godziną, miejscem, świadkami i skutkiem. „13 maja, godz. 10:30, sala konferencyjna B, spotkanie zespołu — przełożony oznajmił, że mój raport jest bezwartościowy i że powinienem się zastanowić, czy nadaję się do tej firmy; świadkowie: A. K., M. S., raport w załączeniu". Taki poziom szczegółowości ma dwa cele: pracodawca nie może twierdzić, że „nie wiedział", a w razie sporu sądowego zgłoszenie samo staje się dowodem.
Dołącz zapisy, które już istnieją. Maile, fragmenty rozmów na Slacku lub Teams, grafiki z terminarza pokazujące, że spotkanie się odbyło, nagrania — wszystko, co ma metadane. Nie wysyłaj oryginałów, tylko wyciągi z datą i godziną. Nie streszczaj — cytuj. Pracodawca ma obowiązek traktować zgłoszenie poważnie, ale nie ma obowiązku domyślać się, co miałeś na myśli. Im mniej pracy musi wykonać odbiorca zgłoszenia, żeby je zrozumieć, tym szybciej podejmie działanie — a czas działa na Twoją korzyść.
Język, którego nie używaj
Unikaj kwalifikacji prawnych. Nie pisz „to jest mobbing w rozumieniu art. 94¹ § 2 Kodeksu pracy" — to rola pracodawcy, żeby tę kwalifikację zrobić, i Twoje sformułowanie może zostać użyte przeciwko Tobie jako dowód, że „chciałeś postawić zarzut". Pisz językiem obserwacji: „coś takiego się stało, w takich okolicznościach, z takim skutkiem". Unikaj też uogólnień typu „cały zespół to potwierdza" — to brzmi jak kampania, nie jak zgłoszenie. Wymieniaj świadków z imienia i nazwiska albo z inicjałów, ale konkretnie.
Jak wybrać kanał zgłoszeń, który nie zdradzi tożsamości pracownika
Anonimowość w prawdziwym sensie oznacza brak logowania adresu IP, brak plików cookie, brak odcisków palca przeglądarki i brak wymogu konta. Deklaracja „poufne" na stronie formularza nie wystarczy — w każdej chwili administrator może sięgnąć do logów serwera i ustalić, z jakiego adresu IP wysłano zgłoszenie. W małej firmie to od razu zawęża krąg do jednego piętra. Dlatego pierwsze pytanie, które trzeba zadać każdemu narzędziu, brzmi: czy ten system w ogóle widzi, kim jestem?
Większość komercyjnych platform do zgłoszeń wewnętrznych zbiera metadane, nawet jeśli komunikuje „anonimowość". Adres IP trafia do logów, pliki cookie identyfikują przeglądarkę, fingerprinting rozpoznaje urządzenie. To standard w branży — nie wyjątek. Prawdziwie anonymous reporting oznacza, że system jest zbudowany tak, żeby tych danych po prostu nie otrzymywać, a nie tak, żeby je zbierać i obiecywać, że nikt ich nie przeczyta. Różnica jest fundamentalna, bo „nie zbieramy" można zweryfikować audytem, a „nie udostępniamy" można zmienić jedną decyzją zarządu.
Drugie kryterium to możliwość dalszej komunikacji. Zgłoszenie to nie jest jednorazowy strzał — pracodawca ma obowiązek zadawać pytania uzupełniające, a sygnalista musi mieć gdzie odpowiedzieć bez ujawniania tożsamości. Najczęściej stosowanym rozwiązaniem jest losowy, długotrwały link wygenerowany przy wysyłce, który pozwala na dalszą wymianę wiadomości. Taki link działa jak jednorazowe konto, ale bez hasła — i dlatego musi być naprawdę losowy, a nie generowany na podstawie adresu e-mail, który z kolei mógłby zdradzić tożsamość.
Trzecie kryterium to niezmienność zapisu. Zgłoszenie z datą i godziną wpłynięcia to punkt wyjścia dla dwóch obowiązkowych terminów: 7 dni na potwierdzenie i 3 miesięcy na załatwienie sprawy. Kanał, który pozwala administratorowi „skasować" zgłoszenie albo zmienić jego datę, nie spełnia wymogu ścieżki audytowej. Dobry system tworzy dziennik, w którym każda czynność — wysłanie, odczytanie, odpowiedź, zmiana statusu — zostaje zapisana z timestampem i nie może być usunięta przez nikogo, łącznie z administratorem. Przy wyborze narzędzia warto zapytać, czy taki dziennik w ogóle istnieje i czy można go wyeksportować do standardowego formatu na potrzeby postępowania.
Dedykowany kanał czy skrzynka mailowa
Skrzynka mailowa, nawet szyfrowana, ma trzy słabe punkty: zostawia nagłówki z adresem IP, wymaga konta, które trzeba założyć (a samo założenie konta jest zdarzeniem w logach), i nie tworzy struktury zgłoszenia, którą można przekazać audytorowi. Dedykowany internal reporting channel rozwiązuje te trzy problemy jednocześnie — pod warunkiem, że rzeczywiście nie loguje metadanych. Dlatego przy wyborze narzędzia pytanie „czy logujecie adres IP" jest ważniejsze niż pytanie „ile kosztuje plan roczny".
Jak chroniona jest osoba zgłaszająca — zakaz działań odwetowych w praktyce
Zakaz działań odwetowych to nie abstrakcyjna zasada, lecz lista konkretnych zachowań, których pracodawca nie może podjąć, jeśli podejrzewa, że to Ty złożyłeś zgłoszenie. Lista obejmuje nie tylko zwolnienie, nieprzedłużenie umowy czy obniżkę wynagrodzenia — obejmuje też degradację stanowiska, przydzielanie zadań poniżej kwalifikacji, pomijanie w awansach i premiach, izolację od zespołu (np. „przeprowadzamy restrukturyzację, teraz będziesz pracować sam"), nieformalne „rozmowy ostrzegawcze" udokumentowane w wewnętrznych notatkach, a także działania pośrednie, takie jak nagła zmiana grafiku, utrudnianie urlopu czy zlecanie zadań pod presją czasu, które wcześniej nie były standardem.
Chronione jest nie tylko samo złożenie zgłoszenia, ale też każdy krok wokół niego: poszukiwanie informacji o procedurze, rozmowa z prawnikiem, złożenie wniosku o ochronę. To znaczy, że już samo wejście na stronę kanału zgłoszeń nie może być pretekstem do żadnych negatywnych konsekwencji, jeśli da się to powiązać z osobą zgłaszającego. W praktyce sądowej ta ochrona oznacza przerzucenie ciężaru dowodu na pracodawcę — to pracodawca musi udowodnić, że zwolnienie, degradacja czy zmiana warunków pracy nie miały nic wspólnego ze zgłoszeniem, a nie Ty musisz udowodnić, że miały.
Retalia po zgłoszeniu wewnętrznym — jak ją rozpoznać i udokumentować
Retalia po zgłoszeniu wewnętrznym rzadko przychodzi od razu. Najczęściej zaczyna się od „przypadkowych" zmian: inny projekt, nowy przełożony, „tymczasowa" reorganizacja, nagle pojawiające się uwagi w mailach o jakości pracy, które wcześniej nie padały. Kluczowe jest dokumentowanie każdej takiej zmiany z datą i godziną oraz — jeśli to możliwe — z zapisem źródła (mail, notatka ze spotkania, świadek). Wzorzec jest ważniejszy niż pojedyncze zdarzenie: jedno przełożenie projektu to decyzja biznesowa, trzy przełożenia w ciągu sześciu tygodni po zgłoszeniu to już retaliacja.
Dobrą praktyką jest prowadzenie osobnego dziennika zdarzeń — najlepiej w formie, która sama w sobie nie jest powiązana z miejscem pracy (osobisty notatnik w chmurze, dokument szyfrowany, nie firmowy laptop). Każdy wpis z datą, opisem i ewentualnym świadkiem. Taki dziennik staje się dowodem w postępowaniu przed Państwową Inspekcją Pracy albo sądem pracy i jest trudniejszy do podważenia niż pojedynczy mail, który pracodawca może odebrać przy zwolnieniu.
Co zrobić, gdy pracodawca nie reaguje — drugie kroki dla zgłaszającego
Brak reakcji ma trzy kształty i każdy ma inne rozwiązanie. Pierwszy: pracodawca potwierdza zgłoszenie, ale nie robi nic dalej — wtedy masz prawo do informacji o statusie sprawy po 3 miesiącach, a brak tej informacji sam w sobie jest naruszeniem procedury. Drugi: pracodawca „nie widzi" zgłoszenia, mimo że wpłynęło — wtedy musisz mieć dowód wpłynięcia (potwierdzenie z datą, log z systemu), inaczej nie ma podstaw do skargi. Trzeci: pracodawca formalnie odpowiada, ale odpowiedź jest pozorna („dziękujemy, sprawdzimy") i nie prowadzi do żadnych działań — wtedy droga do instytucji zewnętrznych stoi otworem, ale kolejność ma znaczenie.
Właściwa kolejność jest taka: najpierw Rzecznik Praw Obywatelskich (RPO), do którego wpływa skarga na działanie organów państwowych i na nieprawidłowe wdrożenie procedury zgłoszeń; następnie Państwowa Inspekcja Pracy (PIP), która może przeprowadzić kontrolę w zakładzie pracy i nałożyć kary administracyjne; dopiero potem sąd pracy z pozwem o zadośćuczynienie lub odszkodowanie. Odwrócona kolejność — najpierw pozew, potem RPO i PIP — zwykle kończy się przedawnieniem, bo sprawa sądowa trwa latami, a kontrolę PIP łatwiej przeprowadzić, gdy sprawa jest świeża.
Skargę do RPO składasz pisemnie, dołączając kopię zgłoszenia, kopię potwierdzenia jego przyjęcia (lub informację, że go nie było) oraz opis braku reakcji. Skargę do PIP możesz złożyć anonimowo, jeśli Twój internal reporting channel nie zostawił śladów — i to jest dokładnie ten scenariusz, w którym wcześniejszy wybór kanału decyduje, czy w ogóle masz dokąd się udać. Jeśli pracodawca dowiedział się o Tobie z logów swojego systemu zgłoszeń, formalna skarga do PIP może być trudniejsza, choć prawnie nadal możliwa.
Czy warto czekać trzy miesiące, zanim zgłosisz sprawę dalej
Nie. Ustawa o ochronie sygnalistów daje pracodawcy 3 miesiące na załatwienie sprawy, ale ten termin nie blokuje innych działań. Jeśli widzisz, że pracodawca nie podjął żadnych kroków w ciągu pierwszych 30 dni — nie ma wyznaczonego zespołu do rozpatrzenia, nie ma pierwszych ustaleń, nie ma żadnej rozmowy z osobą, której zgłoszenie dotyczy — równoległe zawiadomienie RPO i PIP jest uzasadnione. Im wcześniej instytucje zewnętrzne zaczną działać, tym więcej śladów zdążą zabezpieczyć.
Najczęstsze błędy, które psują zgłoszenie mobbingu od pierwszego dnia
Najczęstszy błąd to zgłoszenie wysłane z firmowej poczty. Adres nadawcy w nagłówku maila to dla każdego informatyka pierwsza informacja o tożsamości, a sama treść może trafić na serwer pocztowy w sposób, który pozwala ją powiązać z konkretnym kontem. Drugi najczęstszy błąd to zgłoszenie złożone pod wpływem emocji, z ogólnikami („ atmosfera jest nie do zniesienia", „ wszyscy wiedzą, co się dzieje") — takie zgłoszenie daje pracodawcy pretekst, żeby odpowiedzieć „nie możemy zweryfikować zarzutów". Trzeci błąd to wysłanie zgłoszenia i natychmiastowe poinformowanie o tym współpracowników, co w małej firmie natychmiast ujawnia tożsamość i przyspiesza retaliację.
Czwarty błąd to brak kopii zapasowej zgłoszenia. Jeśli system zgłoszeń zostanie wyłączony, skasowany albo zhakowany, jedyny dowód wpłynięcia znika — a Ty nie masz jak udowodnić, że zgłoszenie w ogóle istniało. Dlatego natychmiast po wysłaniu zapisz: datę i godzinę, unikalny numer zgłoszenia albo fragment linku do śledzenia, kopię pierwszej wiadomości w formie, którą możesz otworzyć poza systemem (screenshot, PDF, wydruk). Piąty błąd to zgłoszenie złożone „na zapas", zanim jeszcze zdarzenia się powtórzą — pracodawca może argumentować, że opisane zachowania były jednorazowe i nie stanowią mobbingu. Lepiej poczekać na powtarzalny wzorzec i dopiero wtedy zgłaszać.
Szósty błąd to wiara w słowną obietnicę pracodawcy. „Załatwimy to wewnętrznie, nie musisz iść dalej" brzmi rozsądnie, ale w praktyce oznacza, że ślad zgłoszenia znika z oficjalnej ścieżki, a sprawa ląduje w rękach tej samej osoby, której dotyczy. Jeśli pracodawca chce załatwić sprawę „wewnętrznie", odpowiedz, że oczekujesz pisemnego potwierdzenia przyjęcia zgłoszenia, wyznaczenia osoby odpowiedzialnej i terminu informacji zwrotnej. To nie jest brak zaufania — to standard procedury, którą pracodawca i tak ma obowiązek prowadzić.
Jak nie stracić dowodów między zgłoszeniem a reakcją
Zbieraj wszystko, co się dzieje po wysłaniu zgłoszenia. Każda rozmowa z przełożonym, każdy mail z HR, każda zmiana grafiku czy projektu — wszystko z datą i krótkim opisem. To jest właśnie materiał, który trzy miesiące później pokaże wzorzec, a nie pojedyncze zdarzenie. Jeśli pracodawca nie reaguje przez 30 dni, ten dziennik staje się podstawą skargi do RPO i PIP, a potem — w razie potrzeby — pozwu sądowego. Bez tego dziennika pozew jest słowem przeciwko słowu i najczęściej przegrywa.
Wybór narzędzia, które prowadzi dziennik za Ciebie, zmienia tę kalkulację. System, który automatycznie tworzy niezmienną ścieżkę audytową z timestampami, odciąża Cię z konieczności ręcznego dokumentowania pierwszych dni — a pierwsze dni są zwykle najważniejsze, bo to w nich pracodawca albo reaguje, albo milczy, a Ty musisz mieć twarde dane do pokazania w następnej instytucji.
Jak wybrać rozwiązanie, które faktycznie utrzyma anonimowość i procedurę w jednym ręku
W tym momencie stoisz przed konkretną decyzją: albo prowadzisz cały proces sam — osobny kanał zgłoszeń, osobny system do terminów, osobny dziennik, osobna komunikacja z pracodawcą — albo oddajesz tę pracę narzędziu, które utrzymuje wszystkie te elementy jednocześnie. ashio jest jednym z takich narzędzi: przyjmuje zgłoszenia bez logowania adresu IP, bez plików cookie i bez odcisków palca przeglądarki, prowadzi dalszą komunikację przez losowy link do śledzenia, automatycznie odmierza 7-dniowy termin potwierdzenia i 3-miesięczny termin załatwienia sprawy, a każda czynność trafia do niezmiennego dziennika aktywności, gotowego do wykorzystania w kontrolach i audytach. Stała cena wynosi 23 euro miesięcznie przy płatności rocznej lub 30 euro w planie miesięcznym, niezależnie od liczby pracowników czy liczby zgłoszeń, a 14-dniowy bezpłatny okres próbny pozwala sprawdzić, czy kanał naprawdę nie zbiera metadanych, zanim organizacja się zobowiąże. To rozwiązanie jest dla średnich i małych firm, które muszą spełnić obowiązki z ustawy o ochronie sygnalistów i nie mają osobnego zespołu compliance do prowadzenia procedury ręcznie; nie jest dla organizacji, które potrzebują kanału tylko do jednorazowej anonimowej skargi i nie chcą później zarządzać sprawami. Jeśli rozważasz takie rozwiązanie, strona dla sygnalistów pokazuje od strony osoby zgłaszającej, jak wygląda kontakt z systemem od pierwszego kliknięcia do ostatniej odpowiedzi.
Często zadawane pytania
Czy pracodawca może odmówić przyjęcia anonimowego zgłoszenia mobbingu?
Nie. Zgodnie z ustawą z dnia 14 czerwca 2024 r. o ochronie sygnalistów, pracodawca ma obowiązek przyjąć zgłoszenie anonimowe i traktować je na równi ze zgłoszeniem imiennym, w tym potwierdzić jego przyjęcie w ciągu 7 dni. Odmowa przyjęcia, zignorowanie albo „zwrot" zgłoszenia z powodu braku podpisu stanowi naruszenie procedury, które może być podstawą skargi do RPO lub kontroli PIP.
Jak długo pracodawca może zwlekać z odpowiedzią na zgłoszenie mobbingu?
Ustawa daje pracodawcy 7 dni na potwierdzenie przyjęcia zgłoszenia i 3 miesiące na załatwienie sprawy — ale terminy te liczą się od dnia wpłynięcia zgłoszenia, nie od dnia, w którym ktoś je przeczyta. Po 3 miesiącach pracodawca ma obowiązek przekazać zgłaszającemu informację o podjętych działaniach lub o braku możliwości ich podjęcia wraz z uzasadnieniem; brak takiej informacji sam w sobie jest naruszeniem.
Czy mogę zgłosić mobbing anonimowo, jeśli nie mam żadnych dowodów?
Możesz, ale zgłoszenie bez dowodów jest trudniejsze do zweryfikowania i daje pracodawcy pretekst do odłożenia sprawy. Jeśli nie masz jeszcze dowodów, zacznij od prowadzenia dziennika zdarzeń z datami, godzinami i świadkami; zgłoszenie złóż, gdy pojawi się powtarzalny wzorzec. Dziennik sam w sobie jest dowodem i możesz go dołączyć do zgłoszenia, nawet jeśli nie ma w nim maili ani nagrań.
Co grozi pracodawcy za retaliację po zgłoszeniu mobbingu?
Pracodawca, który podejmie działania odwetowe wobec osoby zgłaszającej, naraża się na karę grzywny, odszkodowanie i zadośćuczynienie z tytułu naruszenia dóbr osobistych. W przypadku zwolnienia lub nieprzedłużenia umowy sąd pracy najczęściej przyznaje zadośćuczynienie w wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych, a w przypadku długotrwałej retaliacji — kwoty mogą być znacząco wyższe. Dodatkowo organy kontrolne (PIP, RPO) mogą nałożyć kary administracyjne i zobowiązać pracodawcę do przywrócenia poprzednich warunków pracy.
